Publikacje psychologa

Wagary w domu – HIKIKOMORI czyli syndrom wycofania społecznego

 

 Co to jest HIKIKOMORI?

Termin „hikikomorii” tłumaczy się jako „oddzielenie”. Nazwa niepokojącego zaburzenia brzmi dla nas nietypowo  –  „przywędrowała” do Polski aż z Azji. Hikikomori, określane jako choroba społeczna, staje się coraz bardziej poważnym problemem w Japonii.

W latach 70 tych opisywano je jako  tôkôkyohi (unikanie szkoły), obecnie upowszechniła się druga nazwa, być może dlatego, że obejmuje znacznie więcej niepokojących zachowań niż popularne w Polsce „wagary w domu”.

Jakie są objawy?

Osoba dotknięta tym zaburzeniem izoluje się od społeczeństwa w skrajnym stopniu. Nie chodzi do szkoły, nie utrzymuje relacji towarzyskich, nie rozwija hobby, które wymagałoby wyjścia z domu, nie uprawia sportów, nie wyjeżdża na wakacje. Nawet nie spaceruje w piękne letnie popołudnia. Co zatem robi całe dnie? Zamyka się w swoim własnym  świecie. Często ucieka w gry komputerowe, czasem nawiązuje relacje wirtualne. Chorobliwie unika bezpośrednich kontaktów z ludźmi, komunikuje się tylko przez telefon i Internet. Hikikomori to coś  więcej niż uzależnienie od sieci, choć niektóre objawy wyglądają podobnie. Człowiek dotknięty hikikomori nie wychodzi z pokoju nawet do toalety. By załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne, używa butelek czy innych naczyń. Czasem wymyka się w nocy, zawsze uważając, by nikogo ze współlokatorów nie spotkać po drodze. Ich tryb życia jest odwrócony do góry nogami – najczęściej  śpią w ciągu dnia, a ożywiają się w nocy. W ich pokojach znaleźć można telewizory, konsole do gier, komputery, czasami też mikrofalówki, lodówki, a nawet przenośne toalety. Większość hikikomori widuje się raz na jakiś czas z rodziną, gdy wychodzi po coś do jedzenia czy do toalety; niektórzy robią także zakupy w sklepach całodobowych, tzw. kombini, najczęściej jednak pod osłoną nocy, by ograniczyć kontakty interpersonalne do minimum. Przeważnie ich jedynym oknem na świat jest Internet. Przypadki krytyczne potrafią przez cały dzień siedzieć w jednym miejscu i gapić się w ścianę.

Kto jest zagrożony?

Hikikomori dotyka najczęściej osoby młode (mężczyzn częściej niż kobiety), pozostające na utrzymaniu rodziców, choć zdarza się, że osiągają one już wiek dojrzały i nadal są pod skrzydłami opiekuńczych matek i ojców. Matki, określane jako symbiotyczne, opiekują się swoimi synami nawet do 30-40 roku życia. Nie płacą czynszu, rachunków ani podatków. Nawet nie muszą chodzić do sklepu ani gotować, bo jedzenie rodzina zostawia przed drzwiami pokoju. Inne potrzeby, z racji trybu życia, są ograniczone do minimum. Taka sytuacja może się ciągnąć latami. A nigdy nie sprzątany pokój zarasta brudem i przeraża wonią niewynoszonych odpadków. Jedna z matek wspomina sytuację, w której usiłowała uporządkować pokój córki i została przez nią brutalnie zaatakowana, choć osoby cierpiące z powodu hikikomori rzadko zachowują się agresywnie. Zwykle są bierne, wycofane, ich dolegliwości określa się jako rodzaj depresji.

Jakie są przyczyny?

W Japonii, gdzie zdiagnozowano i opisano hikikomori, panuje bardzo silna presja sukcesu. Trzeba go odnosić już od najmłodszych lat i jak najwcześniej stanąć do wyścigu szczurów. „Wycofani” nie są tacy od początku. Niszczy ich – krok po kroku – japoński system: od wczesnego dzieciństwa zmuszeni są rywalizować z innymi, brać udział w wyścigu szczurów, który nigdy się nie kończy. Rodzice – zamiast wspierać – najczęściej obciążają dzieci wymaganiami, których te nie są w stanie spełnić. Stres towarzyszy im od samego początku, gdy rozpoczynają naukę; nie pomaga brak zaangażowania opiekunów, ani tym bardziej prześladowania rówieśników.

Wielu hikikomori zamyka się właśnie dlatego, że byli w szkole wyszydzani, poniżani i bici. Jak mówi japońskie przysłowie: „Gwóźdź, który wystaje, należy wbić”. A owym gwoździem jest wszystko, co inne: czy to tusza, wada wymowy, a nawet (zbyt) dobre oceny. Tak – tutaj oberwać mogą także ci „lepsi”. Trudno ustalić, czy więcej jest tych, którzy mieli dość presji na wyniki w nauce, czy tych, którzy nie znieśli prześladowań rówieśników.

Wiadomo, że 80 procent to chłopcy. Kobiety lepiej odnajdują się w społeczeństwie i nie muszą rywalizować – ich jedynym zadaniem w przyszłości jest bycie dobrą żoną. To nie na nich spoczywa obowiązek utrzymania rodziny.

Leczenie

Szanse  „wycofanych” na powrót do normalnego życia byłyby pewnie większe, gdyby nie bierność ich rodziców.

Japonia to sfera kulturowa, w której nie ma zwyczaju zwracania się o pomoc do obcych, bo byłoby to równoznaczne z przyznaniem się do klęski. Rodzice, których stać na utrzymanie hikikomori (a tych jest wielu, bo najwięcej przypadków zdarza się w zamożnych rodzinach), nie robią nic, by mu pomóc, ograniczając się do stawiania mu posiłków pod drzwiami. Powstają instytucje, które próbują przywrócić ”pustelników” społeczeństwu. Jedna z nich – Nowy Początek – zatrudnia także wolontariuszy, zwanych  „zastępczymi siostrami” i  „zastępczymi braćmi”, których zadaniem jest otworzyć hikikomori na świat i wyciągnąć ich z pokojów. Z relacji ochotników wynika jednak, że zanim  „odosobniony” wyjdzie, mija czasem wiele miesięcy żmudnej, jednostronnej rozmowy.

Jeśli tak się stanie, trafia do ośrodka, w którym pracuje, uczy się żyć z innymi ludźmi; jeśli uda mu się przystosować, wróci do szkoły lub pracy. Bywa jednak też mniej optymistycznie – 30% nie opuści swych pokojów, a kolejne 10% powróci do swej „celi”. Leczenie prawdziwych przypadków hikikomori polega na psychoterapii, zmierzającej do reintegracji społecznej osoby wycofanej. Przykładem takiego leczenia jest skontaktowanie się z osobą hikikomori podstawionego przyjaciela internetowego, który następnie po serii korespondencji wywabia osobę chorą z jej twierdzy i przekonuje ją do podjęcia leczenia. Hikikomori spędzają potem około roku w specjalnych ośrodkach readaptacyjnych. Skuteczność terapii hikikomori ocenia się na 30-70%.

Na co zwrócić uwagę?

Nastolatki lubią zamykać się w swoim pokoju i mieć tajemnice. Rodzice zazwyczaj starają się uszanować rodzącą się potrzebę prywatności swej pociechy. Problem pojawia się w momencie, gdy dziecko – często dorastające – przestaje wychodzić z pokoju w ogóle. Łatwo przegapić moment, gdy zwykła potrzeba spędzania czasu w samotności przybiera postać chorobliwą i staje się poważnym problemem.

Zwróć szczególną uwagę na takie symptomy jak:

– unikanie szkoły, częste prośby o pozostanie w domu w ramach „kontrolowanych wagarów”

– trudności w nawiązywaniu relacji rówieśniczych (np. kłopot z pożyczeniem zeszytu do uzupełnienia po absencji w szkole)

– częste przesiadywanie w nocy przy komputerze, senność i zmęczenie w ciągu dnia (hikikomori bardzo często odwracają tryb życia na nocny)

– abnegacja, brak dbałości o higienę osobistą, swojego otoczenia (narastający bałagan w pokoju)

– unikanie sytuacji kontaktu z innymi domownikami (np. częste zabieranie posiłków do swojego pokoju, jedzenie w nocy w samotności)

– uzależnienie od gier komputerowych, filmów czy nawet książek często z gatunku manga/anime (są to również w Polsce najczęstsze zainteresowania hikikomori)

 

Hikikomori w  filmie:

Film „Sala samobójców”: 

Niewątpliwie, stworzona na ekranie postać Dominika Santorskiego wymagałaby szczegółowej diagnozy, na pewno jednak w jego zachowaniu występuje wiele elementów charakterystycznych dla hikikomori. Warto też zwrócić uwagę na zarysowane w filmie realia społeczne: zajęci intensywną pracą rodzice, mocno zanurzeni w swoim świecie, nie rozumieją, co się dzieje z ich synem. Szkolna rzeczywistość też sprzyja wyobcowaniu i w dużej mierze przenosi się do Internetu. Szykanowany w sieci Dominik, posądzony o homoseksualizm, ucieka z realnego świata, zamykając się w swoim pokoju i unikając bezpośrednich kontaktów z ludźmi. W sieci poznaje Sylwię, która wprowadza go do wirtualnej sali samobójców, co ma dla Dominika fatalne skutki.

 

Opracowano na podstawie: http://www.uzaleznieniabehawioralne.pl , http://www.poradnia.pl

 

Facebookowa rzeczywistość

Czy czas spędzony na Facebooku podnosi Twoją samoocenę, wprowadza Cię w dół albo wywołuje mieszane uczucia? Oto najnowsze ustalenia dotyczące użytkowników Facebooka:

  • Ponad 33% użytkowników Facebooka zgłasza uczucie bycia nieszczęśliwym podczas wizyty na portalu.
  • Zazdrość wobec „facebookowych przyjaciół” jest głównym powodem niezadowolenia.
  • Ludzie, którzy przeglądają, ale nie komunikują się aktywnie na Facebooku, są szczególnie narażeni na uczucie niezadowolenia.
  • Im dłuższe godziny spędzone na Facebooku, tym większe przekonanie, że inni są szczęśliwsi.
  • Im więcej będziemy gromadzić „facebookowych przyjaciół”, tym większe prawdopodobieństwo poglądu, że inni są szczęśliwsi.
  • Im więcej interakcji twarzą w twarz z przyjaciółmi, tym mniejsze przekonanie, że inni są szczęśliwsi.
  • Kobiety są szczególnie podatne na facebookowe porównywanie się.

Pułapka zazdrości

Jednym z najprostszych sposobów, aby czuć się niezadowolonym, to porównywać się na niekorzyść z innymi. Kiedy jesteśmy na Facebooku, jesteśmy podatni na nadmierne wpływy od naszych „przyjaciół”, którzy przedstawiają się w najlepszym świetle, mimo iż prawda często bywa inna. Nawet jeśli wiemy, że profile na fb są często niczym więcej niż społecznymi billboardami, łatwo wpaść w pułapkę, porównując nasze prawdziwe życie z reklamą innych.

Oczywiście nie zapominajmy, że Facebook przynosi również wiele korzyści i pozytywnych uczuć. Celem tego artykułu jest jednak zaprezentowanie sposobów na to, by uniknąć negatywnych emocji wywołanych przez Facebooka. Poniżej 5 wskazówek, czy i kiedy Facebook wpływa na Ciebie negatywnie:

  1. Rozpocznij facebookową dietę

Ta pierwsza wskazówka wydaje się oczywista, ale to działa! Zatrzymaj się lub zmniejsz swój czas na Facebooku. Życie jest zbyt krótkie, aby czuć się źle, patrząc na wyidealizowane wyobrażenia innych ludzi.

  1. Bądź szczery wobec swoich uczuć

Przyznaj się do złych i przykrych emocji wywołanych podczas przeglądania Facebooka. Wiedz, że masz moc, aby te uczucia od siebie odpędzić. I pamiętaj, świat wirtualny jest często inny od tego prawdziwego.

  1. Przerysowana twarz

„Zazdrość może często prowadzić do upiększania swojego profilu na Facebooku, a to z kolei wywołuje zazdrość wśród innych użytkowników”. Tworzy się błędne koło, błędne, bo nieprawdziwe. Facebook jest „jak bycie w grze. Tworzysz postać, charakter”.

Kiedy czujesz się nieszczęśliwy podczas przeglądania Facebooka, pamiętaj, że profile wielu – jeśli nie większości – Twoich internetowych „przyjaciół” to tylko reklamy ich wykreowanych osobowości. Większość ludzi skłania się ku pokazywaniu tego, co pozytywne albo dramatyczne. To jest to, co oni chcą, abyś Ty zobaczył, a nie to, jakie ich życie jest naprawdę.

  1. Odpędź swoje facebookowe negatywne myśli:

Skupiając się na negatywach – krytyczne i ciągłe porównywanie siebie z innymi, takie jak: „Dlaczego to moje życie nie jest tak fajne jak jej”.

Idąc za odczuciami – przekonanie, że Twoje negatywne uczucia są rzeczywiste: „Czuję się podle, a więc muszę być przegrany”.

Poczucie winy – obwinianie siebie za nieposiadanie tego, co inni mają, np.: „Jestem złą matką, bo nie zorganizowałam swojemu dziecku dużego przyjęcia urodzinowego tak jak ona to zrobiła”.

Etykietowanie – skłonności do negatywnego osądzania siebie albo innych, takie jak: „On przechwala się na Facebooku kolejny raz! Narcyz i egoista!”.

Personalizacja – przekonanie, że inne osoby nie interesują się Tobą, tak jakbyś tego chciał, np.: „Ona ma więcej lajków i pozytywnych komentarzy na Facebooku niż ja – co się ze mną dzieje”.

Wszystkie negatywne myśli odrzucamy daleko od siebie. Pamiętajmy, że czasami negatywne myślenie jest konsekwencją przyjęcia niewłaściwego punktu widzenia. Dlaczego ciągle koncentrujemy się na porażkach, stratach czy zagrożeniach? Zmieńmy sposób myślenia, a zmieni się nasze życie, teraz skupiamy się na sukcesach, zyskach i wyzwaniach.

  1. „lubię” ludzi, przyrodę, zwierzęta oraz ćwiczenia bardziej niż Facebooka

Facebook – wyloguj. To jedno proste kliknięcie pokazuje, że to Ty masz władzę i to Ty decydujesz, jak Twoje życie będzie wyglądać. Teraz zaangażuj się w działania, które sprawią, że poczujesz się dobrze, odwiedź kogoś bliskiego, ciesz się naturą, baw się z ukochanym zwierzakiem lub zrób sobie wyczerpujący trening. Może dopiero wtedy zobaczysz, jakie życie naprawdę jest, o co należy dbać i czym ewentualnie się przejmować. Goethe przypomina nam: „Nic nie jest warte więcej niż dzisiaj”.

Drodzy Czytelnicy, sama nie posiadam profilu na Facebooku, choć uważam, że i jego posiadanie przynosi nam wiele korzyści, nie tylko strat, z którymi możemy się spotkać. Pozwolę sobie na koniec przytoczyć słowa Stevena Jobsa i tego też Wam życzę na co dzień:

Wasz czas jest ograniczony, więc nie marnujcie go, żyjąc cudzym życiem. Nie wpadajcie w pułapkę dogmatów, żyjąc poglądami innych ludzi. Nie pozwólcie, żeby hałas cudzych opinii zagłuszył wasz własny wewnętrzny głos. I najważniejsze – miejcie odwagę kierować się sercem i intuicją.

Na podstawie zasobów portalu psychologia społeczna.pl

Jak się uczyć, żeby się nauczyć

Naukę należy przede wszystkim dokładnie zaplanować. Warto wyznaczyć sobie odpowiedni czas i miejsce na naukę oraz podzielić materiał na porcje. Istotne są również przerwy między poszczególnymi sesjami powtórek. Pomiędzy większymi partiami materiału zaleca się odpoczynek trwający 30-90 minut. Co 30 minut warto też zrobić sobie krótszą przerwę, ponieważ po takim czasie nauki zaczynamy się dekoncentrować, męczymy się i z coraz większym trudem udaje się nam przebrnąć przez kolejne porcje materiału. Zdobyte wiadomości trzeba jeszcze utrwalić. Dlatego warto powtarzać je po upływie 10 minut, 1 godziny, 24 godzin, 48 godzin, tygodnia, miesiąca, 6 miesięcy i roku. W ten sposób wiedza utrwali się w pamięci długotrwałej.

Ucząc się, można zastosować kilka strategii, które ułatwią zapamiętanie nowych wiadomości. Wymierne korzyści przynosi wykorzystywanie mnemotechnik. Te stosowane już od starożytności strategie nie tylko usprawniają, lecz także uprzyjemniają uczenie się. Proste mnemotechniki opierają się na przykład na metodzie „pierwszych liter” (np. symbole kierunków świata: North, East, South, West, czytane zgodnie z ruchem wskazówek zegara, zapamiętamy dzięki zdaniu Na Ekranie Siedzi Wrona) czy tworzeniu wierszyków i akronimów. Bardziej złożone mnemotechniki wykorzystują natomiast wyobraźnię. Jedna z nich polega na dopasowaniu obrazów do kolejnych cyfr i liczb, tj. zastąpieniu ich obrazami obiektów o podobnym kształcie, np. cyfra 2 to łabędź. Mnemotechniką, którą warto stosować jest również metoda skojarzeń, polegająca na tworzeniu skojarzeń do zdań czy terminów, których musimy się nauczyć. Asocjacje te mogą być tak żywe i barwne, jak tylko pozwala nam na to nasza kreatywność.

Inną skuteczną metodą uczenia się są tzw. mapy myśli. Są to kreatywne notatki, które wykorzystują naturę mózgu i układu nerwowego. Aby mapy myśli były czytelne i rzeczywiście ułatwiały organizowanie i zapamiętywanie materiału, powinny być wykonywane na czystej kartce formatu A4. W centralnym punkcie należy umieścić główną ideę, od której odchodzą coraz mniej istotne i coraz bardziej szczegółowe pojęcia – niczym konary i gałęzie od pnia drzewa. Każdy temat czy hasło główne trzeba ponadto rozpisać innym kolorem. 

Należy pamiętać, że skuteczne uczenie się to nie tylko stosowanie określonych zasad zdobywania wiedzy. Aby usprawnić pracę mózgu i poprawić jego zdolność przyswajania wiadomości, trzeba także zadbać o dietę bogatą w substancje odżywcze, a w szczególności białko, nienasycone kwasy tłuszczowe, lekkostrawne węglowodany, witaminy z grupy B i inne mikro- i makroelementy. Składniki te można znaleźć w warzywach, owocach, kiełkach roślinnych oraz nasionach i orzechach. Nie bez znaczenia jest także aktywność fizyczna, która zapewnia nie tylko dotlenienie mózgu i całego organizmu, lecz także stanowi zastrzyk energetyczny oraz pozwala uwolnić się od stresu i napięcia nasilającego się przed egzaminami. Warto także zadbać o odpoczynek psychiczny. Umiejętność radzenia sobie ze stresem może okazać się kluczowa podczas egzaminu. A zatem czas poświęcony na relaks i odprężenie, np. poprzez pracę z oddechem czy wizualizację, z pewnością nie będzie czasem straconym. 

JAK SIĘ UCZYĆ

Psychologowie radzą w pierwszej kolejności opanować stres, ponieważ to on utrudnia, a często nawet uniemożliwia, realizację nawet najprostszych zadań. 

Nerwy na wodzy
Dobrą metodą jest oswajanie się z sytuacją egzaminacyjną, np. poprzez sprawdzanie, czy masz wymaganą wiedzę i czy potrafisz się nią wykazać (spotykanie się z kolegami z klasy na tzw. wzajemne odpytywanie, rozwiązywanie przykładowych testów, rozwiązywanie zadań w ograniczonym czasie). Stawiaj sobie zadania adekwatne do możliwości, stopniowo zwiększając ich trudność i ilość. Rozmawiaj o swoich emocjach pojawiających się w różnych trudnych chwilach, słuchaj, co inni mają na ten temat do powiedzenia, jak sobie z nimi radzą. Przypominaj sobie chwile, gdy odnosiłeś sukcesy – pomyśl, w jaki sposób dawałeś sobie wówczas radę. 

Kiedy się uczyć?

Zaobserwuj, o jakiej porze dnia uczenie się przychodzi Ci najłatwiej. Jeżeli to możliwe, ucz się właśnie wtedy. Nie wprowadzaj gwałtownych rewolucji w dotychczasowych nawykach, tylko łagodnie wpasuj swoją naukę w dotychczasowy, ulubiony schemat dnia. Pamiętaj również o robieniu przerw w nauce i o tym, że najefektywniej uczymy się przez pierwsze 30 minut. Jeśli więc planujesz uczyć się dwie godziny, podziel ten czas na cztery 30-minutowe odcinki z krótkimi przerwami. Im trudniejszy materiał, tym częściej powinieneś robić przerwy. 

Wykorzystuj zmysły

Jeśli chcesz dobrze przyswoić sobie treść, ucz się przy pomocy wielu zmysłów. Przyglądaj się uważnie, podkreślaj, notuj, czytaj na głos, rysuj wykresy i schematy. Ważne jest również gestykulowanie, spacerowanie czy ubarwianie notatek symbolami i rysunkami oddającymi twój stan emocjonalny. Takie dodatkowe czynności wyostrzają pamięć i sprawiają, że lepiej zapamiętujesz. 

Zacznij od najtrudniejszego
Każdego dnia zaczynaj naukę od treści najtrudniejszych – twój umysł jest wówczas jasny i świeży. Na koniec ucz się tego, co sprawia Ci przyjemność i jest łatwe. Ucz się partiami, na przemian różnicując bloki tematyczne. Unikniesz w ten sposób monotonii i więcej przyswoisz. 

Ucz się ze zrozumieniem

Dobra pamięć to nie wszystko. Aby dobrze zapamiętać i wykorzystać wiedzę, musisz ją zrozumieć. Nie trać więc czasu na bezproduktywne „kucie”. Staraj się tworzyć logiczne powiązania między poszczególnymi partiami materiału, które pozwolą Ci go zrozumieć. 

Trzy etapy nauki

Etap pierwszy – polega na pobieżnym przejrzeniu tekstu, a potem na ponownym, już bardziej uważnym przeczytaniu, z podkreśleniem najważniejszych kwestii do zapamiętania.
Etap drugi – to podzielenie tekstu na sensowne części i powtarzanie każdej z nich oddzielnie, aż do pełnego zrozumienia i zapamiętania. Kieruj się trzema ważnymi zasadami: nie przechodź do kolejnej partii materiału bez nauczenia się poprzedniej; twórz pomosty logiczne między poszczególnymi częściami tekstu – system sensownych powiązań musi być dla Ciebie całkowicie oczywisty; przy powtarzaniu każdej partii materiału warto zaczynać od przypomnienia sobie końcówki poprzedniej.
Etap trzeci – polega na powtórzeniu całości materiału, ale po dniu przerwy. Pracujący bez przerwy mózg musi mieć czas na uporządkowanie wiedzy.

Powtarzaj i jeszcze raz powtarzaj

Bez powtarzania wszystko zatrze się w pamięci. Oto sprawdzony sposób na trwałe zapamiętanie:
I powtórka – po godzinie nauki, przez 5 minut;
II powtórka – po dobie, ten sam materiał powtarzaj przez 3 minuty;
III powtórka – po tygodniu, ten sam materiał powtarzaj przez 2 minuty;
IV powtórka – po miesiącu, ten sam materiał powtarzaj tylko przez 1 minutę.

Opracowano na podstawie zasobów portalu Charaktery.eu

 

Jak mądrze pomóc dziecku się uczyć?

Wnioski i wskazówki, które możemy wykorzystać w pracy z własnym dzieckiem:

  • Dostrzegaj sukcesy i starania dziecka. Omawiając jego pracę, najpierw podkreśl dobre strony, wskazując nad czym mogło by jeszcze popracować. Czasami powstrzymaj się z oceną, zachęcając do samooceny: „Na ile jesteś zadowolony z efektów swojej pracy? Czy jest coś, co chciałbyś poprawić? 
  • Okazuj życzliwe zainteresowanie sprawami szkolnymi dziecka. Zamiast wypytywać i kontrolować, raczej słuchaj uważnie i okaż zrozumienie dla jego uczuć. 
  • Gdy dziecko popadnie w kłopoty pamiętaj, że przede wszystkim to ono ma problem. Zamiast krytykować i oceniać – dodaj mu otuchy: „Matematyki można się nauczyć, wierzę, że ty to potrafisz”i zachęć je do wyciągnięcia własnych wniosków: „Jak myślisz, dlaczego ci nie poszło na tym sprawdzianie? Z czym masz kłopot? Czego potrzebujesz, żeby sobie z tym poradzić?” 
  • Jeżeli widzisz, ze sprawy dziecka idą źle, nie wahaj się powiedzieć mu o tym, co cię martwi i czego od niego oczekujesz: „Dowiedziałam się, że ostatnio przychodzisz do szkoły nie przygotowany. Oczekuję, że będziesz odrabiał prace domowe. Jeżeli czegoś nie rozumiesz, chętnie ci pomogę.” 
  • Jeżeli dotychczas nadmiernie kontrolowałaś swoje dziecko – oddaj mu odpowiedzialność za naukę. Możesz zawrzeć z nim kontrakt: „Od dzisiaj nie będę naganiała cię do lekcji. Jesteś już dojrzały i wierzę, że sam potrafisz zaplanować sobie pracę. Zawsze możesz liczyć na moją pomoc, a raz w tygodniu chciałabym, żebyś zdawał mi sprawę jak sobie radzisz i z czym miałeś trudności.”Gdy dziecko o czymś zapomni, pozwól mu ponieść konsekwencje i zachęć do wyciągnięcia wniosków. 
  • Rozmawiaj z dzieckiem o jego zainteresowaniach, celach i planach na przyszłość. Zadawaj pytania, które skłaniają do zastanowienia się nad znaczeniem wykształcenia: „Dlaczego wybierasz właśnie tę szkołę? Jakie możesz mieć korzyści jeżeli ją skończysz? W jaki sposób zamierzasz osiągnąć swój cel np. zostać aktorką? Co dla ciebie w życiu jest ważne?”

 

DOPALACZE 

       Dla „dopalaczy” charakterystyczna jest wielość i „fantazyjność” nazw, a także brak opisu składu zawartości na opakowaniu. Pośrednio przemawia to za podejrzanym charakterem sprzedaży. Oferowane „dopalacze” z reguły zawierają nieznane mieszaniny, których składnikami mogą być jedna lub więcej substancje psychoaktywne, a także zdarzają się przypadkowe zanieczyszczenia. W krótkim czasie po zażyciu, albo jednocześnie, biorący „dopalacze” piją alkohol lub wspomagają się kolejnymi substancjami psychoaktywnymi albo lekami. Stanowi to dodatkowe zagrożenie i utrudnia rozpoznanie oraz właściwe leczenie w szpitalach i ośrodkach toksykologicznych.

Zagrożenie dopalaczami najlepiej ilustruje stwierdzenie Marka Ryana, Dyrektora Louisiana Poison Center (cytat z The New York Times – An alarming new stymulant, 16.07.2011)-„ Jeżeli zsumuje się wszystkie najgorsze efekty metamfetaminy, kokainy, PCP, LSD i ekstazy, to otrzyma się efekt, jaki czasami obserwujemy po dopalaczach.” Ostrzeżeniem dla wszystkich, którzy planują eksperymentować ze swoim zdrowiem, warto podkreślić, że najczęściej skład, dawki i działanie oferowanych produktów tzw. „dopalaczy” nie są nawet znane sprzedającemu, więc tym bardziej konsumentowi. Również reakcja organizmu jest zmienna i nieprzewidywalna. Co stanowi realne zagrożenie zdrowia i życia. Używanie „dopalaczy prowadzi do groźnych dla życia ostrych zatruć a także może doprowadzić do uzależnienia, dezintegracji osobowości, depresji lub innych zaburzeń psychicznych a to z kolei do rozpadu rodziny, przerwania nauki, utraty pracy i innych negatywnych skutków społecznych.

Ulotka z podstawowymi informacjami dla rodziców dostępna na stronach GIS file:///C:/Users/wice/Desktop/ulotka-rodzice-2014-12-03.pdf

 

WYCHOWANIE CHŁOPCÓW

Młodzi ludzie nie zmienili się wcale tak bardzo w ciągu ostatnich lat, zmianie uległy natomiast środowisko oraz warunki społeczne w których przebywają, chodzą do szkoły i dojrzewają. Dziś w sytuacji gdy na dwudziestoosobową klasę przypada jeden nauczyciel w domu mieszka jeden lub dwoje dorosłych, a od dalszej rodziny dzielą duże odległości dzieci mają o wiele mniej możliwości tworzenia głębokich relacji z dorosłymi. Ten brak pogłębionych relacji ma negatywny wpływ na dzieci. Dawniej miejscem w którym rodziny rozmawiały, dzieliły się doświadczeniami wartościami i innymi sprawami była jadalnia. Dziś staje się to tradycją częściej łamaną niż przestrzeganą. W ankiecie przeprowadzonej przez Instytut Gallupa w 2013 roku jedynie około połowy dzieci poniżej osiemnastego roku życia podało, że sześć do siedmiu razy w tygodniu je obiad z rodzicami. Według National Center on Addiction and Substance Abuse nastolatki, które nieregularnie jadają posiłki wspólnie z rodziną (rzadziej niż trzy razy w tygodniu) są niemal czterokrotnie bardziej skłonne palić papierosy, ponad dwukrotnie częściej piją alkohol, dwa razy częściej palą marihuanę i niemal dwukrotnie częściej w przyszłości sięgną po narkotyki niż nastolatki jedzące z rodzicami wspólny obiad pięć do siedmiu razy w tygodniu. Wzrasta ilość rozwodów. Rozwód nie jest łatwy dla nikogo. Jednak to nie rozłąka sama w sobie oddziaływuje na funkcjonowanie młodych ludzi, a to w jaki sposób rodzice radzą sobie z tą sytuacją. Dzieci tracą wiarę w związki widząc jak rodzicami targają emocje i jak zachowują się nieracjonalnie, nierzadko agresywnie. Zanim walka wejdzie w fazę jawną dzieci często są świadkami kłótni, upokorzeń i innych niekorzystnych społecznych konfrontacji między kiedyś kochającymi się rodzicami. Istnieje problem „braku ojców”. Wśród krajów uprzemysłowionych prym w zakresie braku ojców wiodą Stany Zjednoczone. W Wielkiej Brytanii młody człowiek pod koniec okresu dzieciństwa częściej ma własny telewizor w sypialni niż ojca w domu, a tam gdzie ojcowie są przeciętny chłopiec w wieku szkolnym spędza zaledwie pół godziny tygodniowo na rozmowie z tatą w sytuacji jeden na jednego. Negatywne skutki dorastania bez ojca dostępnego emocjonalnie są niedoceniane. Chłopcy cierpią jeśli w ich domu nie ma ojca lub innych mężczyzn, którzy odgrywaliby w ich życiu pozytywną rolę do naśladowania. Zaczynają wówczas szukać męskiej tożsamości gdzie indziej. Cześć z nich znajdzie ją w subkulturach, inni w narkotykach, alkoholu, grach komputerowych, pornografii. Innym skutkiem ubocznym braku ojca jest rosnąca liczba zaburzeń uwagi i nastroju. Przeprowadzone w 2010 roku badanie ponad miliona szwedzkich dzieci w wieku 6-19 lat pokazało, że dzieci wychowywane przez samotnych rodziców o 54% częściej zażywały leki na ADHD. National Center for Health Statistics podaje, że prawdopodobieństwo, iż dzieci rozwiedzionych rodziców, które żyją tylko z matką, będą potrzebowały profesjonalnej terapii problemów emocjonalnych i behawioralnych jest o 375% większe. Jedną z najważniejszych rzeczy dla dojrzewających chłopców jest zwykła obecność dorosłego mężczyzny, który lubi z nim przebywać i może być dla niego przewodnikiem dający poczucie, że są kochanymi takimi jakimi są ale i mający brać odpowiedzialność za to co robią. Dorastanie z zaangażowanym ojcem czyni dzieci bardziej otwartymi, chłonnymi i ufnymi wobec nowych osób. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że rola matki mimo, iż niezmiernie ważna nie jest w okresie nastoletnim wystarczająca. Zaledwie kilkadziesiąt lat temu chłopcy mieli nie tylko ojców, ale też wujków, dziadków, starszych kuzynów, męskich przyjaciół rodziny, sąsiadów, którzy tworzyli nieformalny system wsparcia społecznego. Dziś Facebook, Twittter, fora dotyczące gier komputerowych i mnóstwo stron społecznościowych próbują zastąpić te funkcje – ale nie są w stanie. Chłopcy potrzebują czegoś więcej niż „kontaktów”. Potrzebują powierników. Ważne jest by wokół były osoby będące w stanie ich dostrzec i docenić, budować poczucie dumy. Co mogą zrobić rodzice? Nadszedł czas by rodzice stawiali więcej granic i w większym stopniu byli dla swoich dzieci przewodnikami. Wyłączmy przewlekłą cyfrową stymulację i włączmy kreatywność. dzieci. Jeśli młoda osoba doświadcza smutku, wściekłości, żalu niezwykle ważne jest by rodzice tolerowali i przeczekali te uczucia zamiast traktować je w kategoriach niewłaściwego zachowania. Jednym z aspektów dawania dzieciom przestrzeni jest umożliwienie im doświadczania i eksplorowania własnych uczuć z minimalnym wkładem ze strony dorosłych. Równocześnie nie chwalmy dzieci za nic kiedy nie wywiązują się ze swoich obowiązków. Kiedy dziecko jest chwalone niezależnie od jakości wykonanej pracy czuje słabszą motywację by starać się bardziej. Dzieciaki potrzebują konkretnej informacji zwrotnej na temat obszarów w których sobie świetnie radzą i tych które wymagają poprawy. Potrzebują tzw. nastawienia rozwojowego – docenienia ciężkiej pracy i zachęcania do rozwoju zdolności, a nie nastawienia stałego podkreślającego ich wewnętrzne talenty i wrodzoną mądrość, dzięki której nie muszą nawet próbować. Gry dają taką informację zwrotną. Rodzice także powinni zacząć ją dawać.

Opracowano na podstawie książki Philipa G.Zimbardo i Nikity S. Coulombe „Gdzie Ci mężczyźni” wyd. PWN 2015